sobota, 1 września 2012

Rozdział 4


*Oczami Estery

- Puść ją w tej chwili! – rozkazała jakaś osoba, stojąca przed nami. Kątem oka mogłam się jej dobrze przyjrzeć. Już po głosie i to nie byle jakim poznałam, że była to dziewczyna, gdzieś mojego wzrostu lub troszeczkę wyższa. Miała długie, proste, brązowe włosy i tego samego koloru duże oczy. Chłopak kiedy tylko ją usłyszał, uśmiechnął się chamsko pod nosem i momentalnie zabierając ode mnie swoje ręce, obrócił się w jej stronę, tak, że stali twarzą w twarz, zabijając się wzrokiem.
- No proszę. Kogo my tu mamy? – powitał ją tymi słowami z rozbawieniem i głupim uśmieszkiem, który nie schodził mu z twarzy. – Co tu robisz Jade? – spytał już chłodnym tonem.
- Nie twój interes. – odpowiedziała przez zaciśnięte zęby. W powietrzu aż czuć było nienawiść jaką się darzyli. Na chwilę zapadła głucha cisza, a oni nadal mierzyli się spojrzeniami.
- Dobra. Nie obchodzi mnie twoja nic nie warta obecność. Nie psuj mi zabawy jasne?! Bo w przeciwnym razie może stać ci się krzywda. – chłopak, którego imienia jeszcze nie poznałam i w cale nie zależało mi na tym, zrobił krok w stronę Jade, bo tak przed momentem się do niej zwrócił.
- Jesteś zwykłym śmieciem Chris.
- Twoja przyjaciółka uważa inaczej.
- Holly w końcu przejrzy na oczy. – oznajmiła.
- Nie bądź tego taka pewna. W końcu wiele razy próbowałaś jej to uświadomić, a ona i tak wierzyła mi. To jest przykład co robi miłość z człowiekiem.
- Raczej zwykłe zauroczenie, które wcześniej czy później pryśnie.
- Nie mieszaj się mój związek z nią! Rozumiesz? – powiedział i prawą ręką złapał ją za ramię.
- Przykro mi, ale żaden idiota nie będzie krzywdził osób, na których mi zależy. – odpowiedziała mu. Mimo, że była w nieciekawym położeniu, bo ów chłopak był od niej silniejszy, wykazywała się odwagą, tym samym, czego mi przed momentem zabrakło.
- Zamknij się! I licz się ze słowami, bo może ci się coś stać. W końcu dołączysz do swoich rodziców. – zagroził jej, na co ona spuściła wzrok. Widać, że ich wspomnienie ją zabolało. Lecz po chwili z powrotem wlepiła w niego parę swoich brązowych oczu.
- A ty uważaj bo mówisz do dziewczyny. – powiedziała i zaciśniętą pięścią uderzyła go w nos, przez co Chris puścił ją i złapał się w miejsce bólu, a my wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia i puściłyśmy się pędem w stronę wejścia do klubu. Kiedy znalazłyśmy się w środku, pomiędzy tańczącymi ludźmi przytuliłam się do dziewczyny, a ona odwzajemniła gest.
- Bardzo ci dziękuję. Nie chcę myśleć co by się stało, gdyby nie ty. – mówiłam dając upust łzom, które niczym dwa strumienie spływały mi po policzkach.
- Drobiazg. W końcu od zawsze chciałam przywalić temu śmieciowi, a teraz miałam taką możliwość z uzasadnionym powodem. Ale najważniejsze jest to, że nic ci się nie stało. – odpowiedziała. Czując moje łzy, które ocierały się o nią, zaczęła mnie uspokajać. – Już dobrze, on nic ci już nie zrobi. Nie płacz. – po paru minutach ciszy i stania w jednej pozie, dziewczyna puściła mnie. – Odprowadzę cię do domu. – zaproponowała a ja tylko przytaknęłam. Gdy byłyśmy już koło szklanych drzwi, przypomniałam sobie o kimś.
- Poczekaj chwileczkę, muszę znaleźć moją przyjaciółkę, z którą tutaj przyszłam. – w tym momencie bałam się czy jej nic się nie stało. W końcu nie widziałam jej o dobrych paru godzin. Razem z Jade udałyśmy się długim korytarzem, który prowadził na salę, gdzie ludzie bawili się w najlepsze. Zaczęłam się rozglądać ale nigdzie nie widziałam mojej brązowowłosej towarzyszki. Nagle poczułam jak ktoś z ogromną mocą się do mnie przytula.
- Estera! Tu jesteś! Wszędzie cię szukałam. – powiedziała. – Co ci się stało?! – spytała przerażona, patrząc w moje zapłakane oczy. Wszystko jej szybko opowiedziałam, a ona mocno mnie przytuliła. – Dziękuję, że jej pomogłaś. – zwróciła się do Jade.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Chodźcie, wychodzimy. – oznajmiła moja bohaterka i szybko opuściłyśmy klub. Louis miał rację, w takich miejscach wieczorami jest niebezpiecznie. Szłyśmy londyńskimi uliczkami, które w nocy w cale nie sprawiały pozoru bezpiecznych i tylko niektóre oświetlane były latarniami.
- Chris to chłopak twojej przyjaciółki? – spytałam.
- Niestety tak. – odpowiedziała na moje pytanie. Resztę drogi spędziłyśmy na opowiadaniu o sobie. Razem z Ericką bardzo ją polubiłyśmy, mimo, że znamy ją niecałą godzinę. Nabrałam do niej zaufania, i mogłabym powiedzieć jej o większości sprawach, nawet zdradzić moje tajemnice. Miała coś w sobie. Wydawała się być ciekawą osobą, którą warto bliżej poznać.
- Jesteśmy na miejscu. – oznajmiłam. - Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy.
- Ja też. – odpowiedziała. – Trzymajcie się.
- Na razie. – chwilę popatrzyłyśmy na odchodzącą postać Jade, a kiedy zniknęła z zasięgu naszego widzenia, przeszłyśmy przez próg znajdując się w przedpokoju. Na podjeździe zauważyłam auto Louisa. Poinformowałam o tym Erickę i obie starając się zachowywać jak najciszej umiemy, weszłyśmy do salonu, przez który schodami w górę planowałyśmy dostać się na piętro, gdzie znajdował się nasz pokój. Jednak zastałyśmy małą niespodziankę.
- Czekałem na was. – powiedział spokojnie mój brat, siedzący tyłem do nas na fotelu. Po woli zszedł z mebla i podszedł w naszą stronę. – Gdzie wyście się włóczyły o tak późnej porze?! – zaczął krzyczeć. - Wróciliśmy z Harrym z próby po północy, a moich podopiecznych nie ma w łóżkach! Przecież mówiłem, że Londyn jest nocą niebezpieczny! A jak by wam się coś stało?! – po ostatnim zdaniu wymieniłyśmy z Ericką znaczące spojrzenia. Louis chyba się domyślił. Bez słowa podszedł bliżej i obie nas przytulił.
- Co się stało? – spytał zatroskany.
- Nic poważnego. – odpowiedziałam, powstrzymując łzy, które cisnęły się na samo wspomnienie o wydarzeniu sprzed kilku godzin.
- Estera ja chyba widzę, tak?! Nie jestem ślepy. – powiedział wystraszony. Bał się o mnie, o Erickę, w końcu ja byłam jego siostrą i tak samo traktował moją przyjaciółkę. – Zresztą mi możecie powiedzieć o wszystkim. – dodał po chwili.
- Nie chce o tym gadać. – rzuciłam.
- Przepraszam Lou, już nigdy nie wyjdziemy z domu bez twojej zgody. – powiedziała Ericka, a ja na znak, że się z nią zgadzam pokiwałam twierdząco głową.
- Dobrze. Idźcie do pokoju. – rozkazał zrezygnowany.
- Dobranoc braciszku. – rzuciłyśmy jednocześnie.
- Dobranoc siostrzyczki. Ale i tak zdajecie sobie sprawę z tego, że macie szlaban? – spytał kiedy już byliśmy na piętrze.
- Wiemy. – odpowiedziałyśmy i szybko weszłyśmy do naszej sypialni. Przebrałyśmy się w piżamy i położyłyśmy się spać.


*Oczami Holly

- To jest niedorzeczne! – prawie, że krzyknęłam. Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam od Jade. – Mój chłopak chciał zgwałcić jakąś dziewczynę? – spytałam z niedowierzaniem.
- To właśnie powiedziałam. – odpowiedziała cały czas patrząc na mnie.
- On by tego nie zrobił! To nie możliwe! – nie mogłam spokojnie usiedzieć na miejscu. Zaczęła chodzić w kółko. Cały czas czułam na sobie jej wzrok.
- Holly kiedy w końcu zrozumiesz, że on nie jest taki za jakiego go uważasz. – powiedziała kładąc mi swoją dłoń na ramieniu, którą szybko ściągnęłam i zrezygnowana usiadłam na fotelu.
- Czemu od dnia, w którym zaczęłam się spotykać z Chrisem, cały czas próbujesz mnie przekonać żebym z nim zerwała?! – wybuchłam. – Nie słyszę nic innego tylko same złe rzeczy o nim. Nie wiem, zazdrosna jesteś?! – wykrzyczałam jej, dając jednocześnie upust łzom. – Jesteś moją przyjaciółką odkąd pamiętam. Zawsze byłam przy tobie w trudnych chwilach, starałam ci się pomóc jak tylko umiałam, a ty nie możesz zaakceptować mojego szczęścia?! Taka jesteś prawdziwa? – spytałam, patrząc na nią ze złością.
- Holly to nie tak. Nie podoba mi się Chris, ja go po prostu widziałam w tym wcieleniu, którego ty jeszcze nie poznałaś. – zaczęła tłumaczyć, jednak moją głowę przepełniała wściekłość. Tak trudno było mi uwierzyć w słowa Jade.
- Holly. Kochanie. Co się stało?! – spytał mnie Chris, tym swoim zatroskanym głosem, przytulając mnie do siebie. Z tego wszystkiego nawet nie zauważyłam, kiedy wrócił do domu. Nic mu nie odpowiedziałam, tylko wtuliłam się w niego. Czułam zapach jego perfum, które tak bardzo lubiłam. Wbrew tego co mówiła mi o nim moja przyjaciółka, kochałam go i nie wierzyłam w te wszystkie brednie. – A ona co tutaj robi? – spytał mnie, patrząc na Jade. W jego głosie dało się wyczuć zdenerwowanie.
- Przyszłam opowiedzieć Holly o twoim ostatnim występku. – powiedziała mierząc go morderczym spojrzeniem, a on jedynie uśmiechnął się chłodno pod nosem. W tej chwili wyswobodziłam się z objęć ukochanego i wstając z fotela, na którym siedzieliśmy, stanęłam obok brązowowłosej.
- Czy to wszystko prawda, że chciałeś zgwałcić dziewczynę?! – spytałam prawie, że krzycząc. Chris momentalnie spuścił wzrok. – Czyli to prawda. – odparłam smutno.
- Przepraszam cię, byłem pijany i nie panowałem nad tym co robię. Zresztą do niczego nie doszło. – usprawiedliwiał się, a ja nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Nic nie powiedziałam. Chłopak podszedł do mnie i chciał mnie przytulić, jednak odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość. – Skoro tak wszystko mówisz swojej przyjaciółce, to powiedziałaś jej, jakim uczuciem mnie darzysz? – tym razem zwrócił się do Jade.
- Proszę?! – wykrzyknęła z niedowierzaniem.
- Oj no, nie udawaj głupiej. Podobam ci się, jesteś we mnie do szaleństwa zakochana i dajesz mi zawsze o tym znać, kiedy nie ma przy nas Holly. – oświecił ją.
- Jade? – spytałam bezradnie, spoglądając na moją najlepszą przyjaciółkę.
- To nie prawda, Holly nie wierz w to co mówi! – jej oczy natychmiast napełniły się łzami.
- Tak? To jak wyjaśnisz to, że odkąd się spotykamy, chcesz byśmy zakończyli ten związek? – zapytał.
- Chris ma rację. – poparłam swojego chłopaka.
- Bo ja wiem, jaki on jest naprawdę i w cale nie zasługuje na ciebie. – wyszeptała. Nic już z tego nie rozumiałam, każde z nich przedstawiało wersję, przedstawiającą tę drugą osobę w gorszym świetle.
- Musisz to skończyć Holly. – powiedział Chris, po chwili głuchej ciszy. – Albo ja, albo ona. Wybieraj. – tego się bałam, ale wiedziałam, że chodząc z Chrisem, oddalam się od Jade, a przyjaźniąc się z nią, trudno było mi się z nim spotykać. Wszystko przez tą nienawiść, którą darzyli się przy każdej możliwej okazji. Na obojgu z nich bardzo mi zależało, i nie chciałam żadnego stracić. Stałam pośrodku, a oni czekali na mój wybór, który jaki by nie był, jedno i tak będzie cierpiało. Jade, moja przyjaciółka od piaskownicy, była dla mnie siostrą, której nigdy nie miałam. Łączyło nas wiele chwil, które spędziłyśmy razem, tych smutnych i tych wesołych. Zawsze przy mnie była, tak samo jak ja przy niej. I jest jeszcze Chris. Chłopak, którego kocham jak żadnego innego i nie potrafię sobie wyobrazić bez niego życia. Przede mną stała jedna z trudniejszych decyzji. Ostatni raz spojrzałam na każde z nich, a następnie poszłam w prawo tym samym wybierając Chrisa i rzucając się na niego. Objął mnie w pasie, ściskając jak najmocniej mógł. W jego ramionach czułam się tak bezpiecznie.
- Życzę szczęścia. – powiedziała Jade, a po jej policzkach zaczęły spływać zły. Nie czekając na moją odpowiedź wybiegła z domu.
- Jade. – wyszeptałam, patrząc w miejsce, gdzie kilka sekund temu stała brązowowłosa. W tej chwili straciłam najlepszą przyjaciółkę i wątpię by chciała mnie jeszcze kiedykolwiek widzieć.


*Oczami Harrego

Nie mogę o niej zapomnieć i o uczuciu czy chwilach, które razem przeszliśmy i te co nas łączą, pomimo ciężkich dla mnie starań. Może spowodowane jest to tym, że minął zaledwie dzień, albo przez to, że kocham Anabel całym sercem, które bije tylko dla niej, a myśli zapełniające moją głowę, poświęcone są jej osobie. Gdzie tylko się oglądnę, wszystko mi o niej przypomina. Widzę jej doskonałą twarz, śnieżnobiały uśmiech i niebieskie oczy, w których zatracałem się, kiedy tylko w nie spojrzałem. W moich uszach wciąż brzmi ten słodki głos, którym witała mnie każdego dnia. Na samą myśl o niej, na mojej twarzy pojawia się szczery uśmiech. Cały czas mam ochotę sięgnąć po telefon, leżący na mojej szafce nocnej, i wybrać numer ukochanej, chociaż po to by posłuchać jej lub umówić się z nią na dzisiejszy wieczór, bym mógł ją zobaczyć na własne oczy, a nie w wyobraźni. Ale jest jeszcze Louis, którego kocham jak brata i nie chcę by cierpiał. W końcu obiecałem Liamowi, że skończę z Anabel, by nie mówił nic naszemu zakochanemu w paskach i blondynce, przyjacielowi. Nie mogąc już dużej usiedzieć pośród czterech ścian, opuściłem mój pokój. Mijając salon, w którym siedzieli Lou, Erica i Estera, oznajmiłem im, że wychodzę i nie wiem kiedy wrócę. Następnie przekroczyłem próg domu i znajdując się na świeżym powietrzu, szedłem ku drugiemu krańcowi miasta, gdzie mieszkała pewna osoba. Pożądanie wygrało z obietnicą, poczuciem winy i wszystkim innym. Po półgodzinnym spacerze byłem na miejscu. Wziąłem głęboki wdech i zapukałem do drzwi, które po chwili zostały otwarte, a moim oczom ukazała się blond piękność.
- Anabel. – wyszeptałem.
- Co tutaj robisz? – spytała mnie ze zdziwieniem.
- Nie mogłem już dużej bez ciebie wytrzymać, dlatego przyszedłem. – oznajmiłem jej. – Mogę wejść? – dziewczyna przepuściła mnie w progu. Udaliśmy się do małego salonu. Pomarańczowe ściany doskonale współgrały z dwoma białymi skórzanymi fotelami, jednym większym, a drugim mniejszym. Na tym pierwszym leżały trzy żółte poduszki. Na środku pomieszczenia stała niziutka drewniana ława, na której porozrzucane były przeróżne gazety o modzie. Półtorej metra dalej stał mebel z dużą plazmą. Okna zasłaniały zasłony, ciemnego odcienia pomarańczu, i białe koronkowe firanki. Parkiet przykrywał beżowy dywan, a nad nim wisiała szklana lampa.
- Napijesz się czegoś? – spytała mnie po chwili milczenia, spowodowana przyglądaniem się sobie wzajemnie.
- Nie dzięki. – już miałem ją pocałować, kiedy dziewczyna odsunęła się ode mnie, robiąc krok w tył. – Coś się stało?
- Harry my nie możemy. – odpowiedziała bez zastanowienia. – Obiecaliśmy to Liamowi, by nic nie powiedział Louisowi, pamiętasz?
- Ale ich obu tutaj nie ma.
- Harry zrozum, że już pod koniec wakacji będę żoną twojego przyjaciela. Nie możemy w nieskończoność ciągnąć tego romansu. – poinformowała mnie. Powoli usiadłem na fotelu i wlepiając  wzrok w dywan.
- Już zdołałaś o mnie zapomnieć?! – spytałem po chwili prawie, że krzycząc.
- Harry nigdy do końca nie zapomnę o tobie i o tym co było, ale uświadom sobie, że to wszystko była zabawa. – odpowiedziała, siadając obok mnie.
- Zabawa, tak?! Ja się w tobie zakochałem i wierzyłem, w każde twoje słowo, że mnie kochasz i nie możesz przestać o tym myśleć, pod czas kiedy były to zwykłe kłamstwa! – wstając z miejsca, wykrzyczałem jej wszystko co leżało mi na sercu.
- Nie do końca kłamstwa. Myślałam o tobie, tak jak ty myślałeś o mnie, ale dla mnie liczy się tylko Louis. Musisz o mnie, o nas zapomnieć. – poinformowała mnie.
- Jak by ci na nim tak zależało, nie zdradzałabyś go ze mną.
- Tak? Ciebie tyczy się to samo, w końcu nie powinieneś zdradzać swojego najlepszego przyjaciela z jego dziewczyną! Jesteśmy tacy sami. – odpowiedziała przybliżając się bliżej, tak że czułem na twarzy jej oddech, ale nie całując mnie.
- Nie. Nie jesteśmy tacy sami. Ja jestem inny, bo mam to czego ci brak. Uczucia i poczucie winy. – poinformowałem ją i opuściłem jej dom trzaskając drzwiami, tak mocno jak tylko umiałem. Zacząłem biec przed siebie, dając upust łzom. 


***

Cześć! Na samym początku chciałabym podziękować za wszystkie piętnaście komentarzy pod rozdziałem trzecim. Nawet nie wiedzie jaką radość mi sprawiacie. Tak jak też obiecałam dodaję kolejny w zaplanowanym terminie. Mam nadzieję, że chociaż troszkę się Wam podoba. Mamy już wrzesień, a co się z tym wiąże, szkoła, nauka. Jednak to nie przeszkodzi mi w dodawaniu rozdziałów. Postaram się dodawać od jednego do dwóch w tygodniu. To wszystko zależy od czasu i weny. Kolejny czyli piąty ukaże się w środę. Trzymajcie się :)